Jedyny łatwy dzień był wczoraj
Kategorie: Wszystkie | CARPE DŻEM | Jedzenie | Lifestyle | Ludzie | Media | Sport | Uczucia
RSS
niedziela, 03 czerwca 2012

Hardcorowy KoksuByłem w ubiegłą niedzielę na Auto Show we Wrocławiu. Wcześniej przeczytałem w gazecie, że imprezy samochodowe we Wrocławiu zazwyczaj nie udawały się. A to nie było chętnych, a to nie te spodnie, etc.

No i kolejna impreza dołączyła do grona gniotów i straconych 15zł na wstęp.
Jaka jest moja rada dla organizatorów? Weźcie się w końcu do roboty. Kurwa.

Dlaczego imprezę uważam za gniota?
1. Brak podziału na strefy np. auta terenowe, auta sportowe, klasyki.
2. 1 (słownie: JEDEN) punkt z piwem i lodami. Nawet nie było punktu gastronomicznego. W dodatku po pewnym czasie skończył się browar, a było z 30 stopni na dworze.
3. Chujowe samochody. Impreza zrobiona typowo pod precli. Kogo interesuje oglądanie nowego Ceed'a albo starego Mondeo?! Emocje, które towarzyszą oglądaniu tych samochodów, są takie jak emocje podczas mycia naczyń. Natychmiast masz ochotę robić coś innego.
4. To była impreza lifestylowa? Are you fucking kidding me?

Jestem przekonany, że organizatorzy nie mają pojęcia o organizowaniu imprezy samochodowej. Zlecili to jakiejś agencji, która organizuje zarówno zloty gospodyń wiejskich jak i stara się zorganizować większą imprezę. Wzięliście ostatnie wydanie Auto Świata i sciągnęliście jedne z najnudniejszych samochodów. Nie byliście na dużych targach motoryzacyjnych albo zlotach typu Wagenwerks. Nie wiecie kim są pasjonaci motoryzacji i co ich interesuje.

Jestem przekonany, że większość osób przyszła tam tylko po to, aby zobaczyć Roberta Burneikę, o czym świadczyły pustkich w hali i na zewnątrz, gdy Robert rozdawał autografy i można było przybić sobie z nim piątkę.



wtorek, 29 maja 2012

Truskawki ze śmietanąJest taki wiatr, co usta kobiety rozchyla, jak pisze poeta. Jest to szczególnie prawdziwe, gdy puścimy bąka po zjedzeniu tatara. Niejedne usta wóczas się rozchylą.

Jest także wiele smaków, które przywołują nam określone skojarzenia. Mamy swoje ulubione. Dla jednych będzie to smak cipki, a dla innych smak dobrze wysmażonej frytury. Co kto lubi.

Jednym z moich ulubionych są truskawki z cukrem i śmietaną. Przypomina mi to dzieciństwo, gdzie spędzając wakacje u dziadków, mogłem obżerać się truskawkami ze śmietaną. Pamiętam, że babcia zawsze podawała do tego kromkę chleba z masłem. Kojarzy mi się to także z niewolnikiem, bo tak się czułem, gdy otrzymałem wynagrodzenie za cały dzięń pracy na plantacji truskawek, wiele, wiele lat temu. Z chęcią rozpisałbym się na temat przemijania i tęsknotą za tym co minęło i nie wróci, ale wolę dokończyć truskawki.

A wam zamiast czytania mojego bloga proponuję ruszyć dupę do sklepu, aby dostać później orgazmu w gębie.



poniedziałek, 28 maja 2012

Bieg na Ślężę 2012W sobotę 26/05/2012r. był w Sobótce organizowany bieg górski na Ślężę. Zważywszy na problemy z kolanem (o których opowiem później) miałem wątpliwości odnośnie startu. O ile sam podbieg nie jest straszny, to zejście z góry potrafi zajechać kolana.

Na domiar złego 2 dni przed imprezą naciągnąłem mięśnie szyi i musiałem chodzić w kołnierzu. A dzień przed zawodami, czyli w piątek miałem grilla, który przeciągnął się do godzin porannych.

Pojechałem więc niewypoczęty i obolały, czyli jak typowy amator.

Ocena organizacji zawodów: 4/5

Pierwszy raz uczestniczyłem w zawodach organizowanych w małej miejscowości. Spodziewałem się zbędnego napinania, słabej organizacji i nieprzyjemnych organizatorów, ale było zupełnie odwrotnie. Wszystko dobrze oznakowane (punkt weryfikacji, depozyt, łazienki), obsługa bardzo sympatyczna, woda pitna bez limitu, rozpoczęcie zawodów punktualnie i bez wzajemnego poklepywania się po plecach organizatorów i sponsorów.

Minusem był brak wystarczającej liczby medali oraz koszulek. Uczestników było więcej niż byli przygotowani na to organizatorzy. Otrzymaliśmy jednak zapewnienie, że medale i koszulki zostaną dosłane dla pozostałych pocztą. Ja nie załapałem się na medal, więc trzymam za słowo i czekam na przesyłkę.

Podobno padł rekord frekwencji w tego rodzaju biegu. Zgłoszonych było 355 osób, ukończyło: 302.

Jak umierać, to dwa razy

Jak zwykle miałem "szczęście" do pogody, czyli był upał. Na pierwszym podbiegu uświadomiłem sobie, że chyba porwałem się z motyką na słońce. Później wiedziałem, że tamten podbieg był dla przedszkolaków.
Na podbiegu na Wieżycę (to taka mniejsza Ślęża) umarłem 2 razy.
Pierwszy raz z wysiłku. Drugi raz - ze zdziwienia, że nadal biegnę.
Był to najbardziej hardcorowy wysiłek jaki przeżyłem. Bicie moje serca było słyszalne w promieniu 30 kilometrów, a powietrze połykałem hektolitrami. Później nie było łatwiej.
Ostatnie 300-400 metrów trasy, to była walka na poziomie mistrzowskim, między mną i 3 innymi zawodnikami. Szacun dla nich za podjęcie rękawicy w "ataku szczytowym".

Najbardziej zaimponowała mi ok. 10-letnia dziewczynka, która biegła ze swoim ojcem. Zajęli jedno z ostatnich miejsc. Przybiegła z obdartymi kolanami, po konkretnej glebie na trasie. Mimo wszelkich przeciwności ukończyła bieg. Duchem walki z pewnością powala większość z was. Myślałem, że to ja jestem twardy, bo biegnę w kołnierzu.
I nie myliłem się. Jestem. Ona też. A wy powinniście brać z nas przykład.

Fashionelka vs SchaffashoesW sumie zgodnie z przewidywaniami spór został szybko załatwiony (w przewidywalny sposób).

Oświadczenie Schaffashoes opublikowane na drugi dzień:

        W związku z publikacją odnoszącą się do Schaffashoes.pl zamieszczoną na Państwa stronie przesyłam poniżej treść oświadczenia jakie zostało opublikowane na fanklubie marki:

    Witajcie, mamy nowy dzień – emocje nieco opadły i od wczoraj udało nam się wyjaśnić przebieg wydarzeń, które tak mocno wzburzyły część społeczności internetowej. Ponieważ cała historia ma charakter publiczny informujemy Was, że wobec osoby odpowiedzialnej za sporządzenie notki prawnej, a także jej samowolne upublicznienie zostały wyciągnięte odpowiednie konsekwencje. Z ubolewaniem stwierdzamy również, że nie udzielaliśmy nikomu pozwolenia na wykorzystywanie naszego fanklubu do podobnej komunikacji i korespondencji.

    Przez wiele lat udowadnialiśmy, że zawsze byliśmy otwarci na dialog z Wami jako społecznością i nie zamierzamy od całej sprawy się odcinać. Dołożyliśmy wszelkich starań by to przykre nieporozumienie na linii Schaffashoes – Fashionnelka zostało rozwiązane pomyślnie, zgodnie z oczekiwaniami Elizy, autorki bloga i absolutnie bez jakichkolwiek działań prawnych.

    Wracamy do tego w czym jesteśmy najlepsi – czyli przygotowywania dla naszych klientów najlepszych kolekcji ponad 50 producentów na nowy sezon.

    Na koniec jeszcze raz chcielibyśmy przeprosić Elizę oraz wszystkich uczestników dyskusji za to zamieszanie. Nauczyliśmy się jednak, że doskonały asortyment i atrakcyjne ceny to nie jedyny klucz do sukcesu. Liczą się również procedury, które w tym przypadku zawiodły. Zapewniam, że w tej chwili priorytetem jest dla nas opracowanie takich rozwiązań, które nie pozwolą na zaistnienie tego typu sytuacji ponownie.

    Klientów, blogerów, dziennikarzy zainteresowanych uzyskaniem dodatkowego komentarza do tej sprawy zapraszamy do Kontaktu pod numerem : 798 490 456.

 

 

Fashionelka także poinformowała na Facebooku, że sprawa została zakończona zgodnie z jej oczekiwaniami.

czwartek, 24 maja 2012

Fashionelka vs SchaffashoesZabawna sytuacja, bo akurat dziś uczestniczyłem w wykładzie na temat kryzysach w social mediach i podręcznikowych błędach w prowadzeniu fanpage’y. Wracam do domu, a tu piękny i świeży przykład: fashionelka vs Schaffashoes.

Poniższy screen przedstawia czego dotyczy spór (zamieszczam zdjęcie dzięki uprzejmości Macieja Budzicha).

Fashionelka vs Schaffashoes


Komentarze zostały usunięte. Czy dobrze? Na dwoje babka wróżyła. Z jednej strony – brudy należy prać we własnym gronie. Z drugiej – ciężko będzie teraz wyjść z twarzą Schaffashoes, niezależnie po czyjej stronie bardziej mojsza jest racja.
Konflikt na linii firma-konsument lub firma-firma jest zjawiskiem w szczególny sposób rozwiązywana w Polsce. Nie wiem, czy wynika to z naleciałości po ustroju komunistycznym czy z naszej mentalności. Odrzucam to pierwsze, ponieważ zawsze tłumaczymy się komuną, a minęło już ponad 20 lat i nie można wiecznie usprawiedliwiać się wydarzeniami z przeszłości.
Tak czy inaczej, wyrażenie złego słowa o firmie jest tak samo obraźliwe jak publiczne oddanie moczu na kogoś. Firma łapie wówczas za cepy i widły i stara się przepędzić złe moce.

Publiczne pranie brudów

Prowadzenie pyskówki z pewnością nie wyjdzie na dobre firmie. Niezależnie po czyjej stronie jest prawda, to taki konflikt postrzegany jest oczami internauty w następujący sposób: zdesperowany bloger nie miał innego wyjścia, jak tylko upomnieć się o swoją należność do dłużnika, jakim jest zła firma, która próbuje wykiwać blogera.
A firma kojarzy się zaraz z korporacją, a to już samo w sobie ma pejoratywny wydźwięk. Internauci będą działać pod wpływem impulsu, a kąsliwe komentarze pod adresem Schaffashoes dadzą tylko efekt kuli śniegowej. I tak o to mamy social mediową vendettę.

Gwoździem do trumny jest poniższy mail:

Straszenie urzędem skarbowym

Straszenie Dziadkiem Mrozem i Babą Jagą

Nie ma bardziej rozweselających wiadomości niż próba zastraszenia. Wiadomości w stylu:
- zgłaszam sprawę do Allegro i zablokują wam konto
- zgłaszam sprawę na policję
- doniosę na was w urzędzie skarbowym
- chcecie spotkać się w sądzie?

O ile pierwsze 2 teksty spływają po mnie, o tyle 2 ostatnie nadal robią na mnie wrażenie, ponieważ cały czas łudzę się, że ludzie nie są aż tak głupi.
Jakim trzeba być frajerem, aby próbować kogoś zastraszyć? W dodatku takimi tanimi tekstami?
Prowadząc prawidłowo działalność gospodarczą nie mamy się czego obawiać, chociaż teoretyzując zawsze można znaleźć jakieś niedociągnięcia. O pozwie do Sądu nie wspomnę, bo osoby to piszące i tak nie rozróżniają pozwanego od powoda.
Pismo procesowe? Eeee, a co to jest?”

Co może dać kontrola US po wpłynięciu donosu? A no to, że Schaffashoes w opinii internautów może wyjść na wstrętnego konfidenta, a nikt nie lubi donosicieli.
Czy wpłynie to drastycznie na działalność sklepu? Myślę, że nie. Kilka dni będzie z pewnością gorących, ale później wróci wszystko do swojego normalnego rytmu. Karawana jedzie dalej.

Pomagajmy sobie, nie przeszkadzajmy

Wiele osób pisze jak powinno być to rozwiązane i mają rację. Dla przykładu podam moją sytuację (ze względu, że sprawa nadal jest rozwojowa nie będę podawał nazw firm).
Powstał konflikt na linii dystrybutor-sklep-producent, który także oparł się o fanpage’a producenta. Na szczęścia osoba obsługująca stronę miała trochę oleju w głowie i zamiast prowadzić szermierkę słowną, poprosiła o cierpliwość, przekazując tym samy sprawę odpowiedniej osobie.

Próba rozwiązania konfliktu na fanpage’u lub z pracownikami niskiego szczebla zakończy się najczęściej pyskówką, ponieważ nie są to osoby decyzyjne. Pretensje niech ma agencja/dział obsługujący fanpage do samych siebie i braku procesów w firmie.

Uważam, że lepiej wysłać oficjalne pismo, które zapewne trafi do właściwej osoby. A pyskówki? Szkoda prądu.

środa, 23 maja 2012

Olewanie prowadząceKolejne spotkanie ze sprzedawcami i znów te same wnioski. Polskie spotkania branżowe mają zawsze specyficzny klimat. I nie ważne czy jest to spotkanie sprzedawców kserokopiarek przy piwie w piątkowy wieczór czy konferencja branżowa, w której uczestniczyłem. Konferencja była ciekawa (poza małymi wyjątkami), ale to inny temat. Interesuje mnie kultura uczestnictwa w tego typu spotkaniach oraz w rozmowach kuluarowych.

Po pierwsze: kultura uczestnictwa w szkoleniu/konferencji

Jeśli dostałeś zaproszenie, to posadź swoje opasłe dupsko w sali i słuchaj. A przynajmniej udawaj, że słuchasz. Odpisywanie na maile, przeglądanie demotywatorów lub innych stron, siedząc przy tym w początkowych rzędach sali, to szczyt ignorancji dla prowadzącego. Sam miałem kilka razy wątpliwą przyjemność prowadzenia spotkań i wiem, że wymaga to pracy, a za pracę fajnie otrzymać wynagrodzenie. W tym przypadku uwagę słuchaczy. Jeśli nudzi ciebie wykład, to wyjdź z sali, siądź przy kawie i tam sobie rozmawiaj na lokalnym sex czacie. Jeśli musisz odpisywać na maile, ponieważ sam sobie jesteś szefem, sekretarką, magazynierem i sprzątaczką, to rób to w domu i nie przychodź na takie spotkania. Raz, że i tak niczego z niego nie wyniesiesz i dalej będziesz prowadził swój smutny interes, a dwa -  zabierasz w ten sposób miejsce innym. Wzajemne zwracanie sobie uwagi z prośbą o zachowanie ciszy, to też częste zjawisko.
Dodatkowo - pytania nie na temat lub pytanie o rzeczy które były przed chwilą omówione. Fuck yeah.
Jesteście dla mnie pieprzonymi ignorantami, którzy nie powinni się tu znaleźć.

Po drugie: rozmowy kuluarowe

Rozmowa w kuluarach to najcześciej monolog jednej ze stron, dotyczący spadku obrotów i ogólnie mówiąc: co raz gorszej sytuacji. Mało jest wymiany doświadczeń, „sprzedawania” patentów, pochwalenia się innowacjami. No i zawsze znajdzie się „ekspert”, który zna się na wszystkim.
Czasami trafi się na kogoś z kim można porozmawiać, ale tylko czasami.
Dlatego uważam, że lepiej ten czas poświęcić na rozmowę z prelegentami (jeśli rzeczywiście są merytorycznie przygotowani) lub z hostessami, bo będą to bardziej owocne dyskusje. Jak wam dobrze pójdzie, to może skończą się „wspólnym słuchaniem płyt”.
A pozostali? No cóż, niech nadal miziają się  po jajkach, te nasze młode wilki polskiego ecommercu.


wtorek, 22 maja 2012

Grupa TrinityDostałem zaproszenie na konferencję organizowaną przez Grupę Trinity. Konferencja jest w dniach 22-23/05/2012r. we Wrocławiu.

Najbardziej interesuje mnie wykład o prawach do własności intelektualnej oraz tworzenia unikalnych tekstów np. do sklepu.
Drugiego dnia dominują social media oraz ochrona danych osobowych.

Pojawił się spory problem, ponieważ 22/05/2012 odbywa się we Wrocławiu Social Media Day. Niestety nie będę mógł uczestniczyć, ponieważ w sobotę mam zawody w Sobótce  i jutro mam dzień treningowy, a trening to świętość i nie można go opuszczać.

Relację z imprez zdam później.

poniedziałek, 21 maja 2012

Scholl Odour Control Kiwi FreshinsZ dzieciństwa zapamiętałem stare polskie przysłowie: idzie ciepło, będzie jebać.
Przyszło ciepło i proroctwo spełniło się. Nigdy nie chodziłem w sandałach i nie zanosi się, że będę, a spędzenie całego dnia w butach nie należy do przyjemności. Wracając do domu lepiej nie zapraszać znajomych. Wpadanie z wizytą roboczą do swojej konkubiny też nie jest wskazane.

Postanowiłem coś zrobić ze swoimi najkami, które mam od prawie roku. Miałem obawy przed praniem, ponieważ swoje wcześniejsze Nike'y też wrzuciłem do pralki i później nie miałem w czym chodzić. Tak czy inaczej zaryzykowałem pranie i ku mojemu zdumieniu buty są nadal całe.

 Buty Nike

 

 

 

 

 

 

 

 

Preparaty do stóp i butów

Samo wypranie usunęło przykry zapach, ale trzeba teraz jakoś zabezpieczyć buty. Zakupiłem wkładki odświeżające do butów KIWI Freshins. W opakowaniu jest 6 par (wg producenta należy je wymieniać co 5 dni). Dodatkowo kupiłem zasypkę do stóp Scholl Odour Control. Używałem kiedyś dezodorantu Scholl'a i nie byłem zadowolony. Mam nadzieję, że zasypka lepiej się sprawdzi.

Po miesiącu włożę nos w buty i dam znać jak wrażenia.
Mam nadzieję.



czwartek, 17 maja 2012

Nuggetsy z kurczakaCzasami przychodzi taki skurwiały dzień, że nie wychodzi nam ani jedna rzecz, za którą się zabraliśmy. Komórka się rozładowała, klienci wyjątkowo marudni, a w dodatku po przejechaniu całego miasta tramwajem w szczycie orientujemy się, że klucze od mieszkania zostały w pracy.Najrozsądniej napić się browara i zapalić fajkę. Dziś postanowiłem jednak zrobić szybki, w miarę kaloryczny, niekoniecznie zdrowy obiad, ale przy tym zajebiście dobry obiad.

Składniki na obiad:

- ziemniaki
- dobra pierś z kurczaka
- panierka/sos na nuggetsy
- warzywa

Składniki na nuggetsy z kurczaka

Wykonanie

Ziemniaki kroimy w frytki (nie lubię gotowych frytek z piekarnika, bo smakują jak trociny). Najlepiej mieć stare ziemniaki, bo dostępne młode nie nadają się do jedzenia. Frytki smażę w głębokim oleju i odsączam na ręczniku papierowym. Można je wrzucić do piekarnika, żeby nie wystygły (jeśli robimy obiad dla większej ilości osób). Do frytek dodaję mało soli, bo jest niezdrowa (podnosi ciśnienie).

Frytki

Kurczaka kroimy w średnie kawałki, maczamy w panierce i do oleju. Także odsączamy, żeby nie było za tłuste.
Do tego dorzucamy jakieś warzywo. Ja dziś wybrałem ogórki małosolne. Witamin tu mało, ale nie trawię warzyw.

Nie jest to zapewne najzdrowszy obiad świata, zwłaszcza jeśli zjemy tak jak ja dużo frytek. Ziemniaki mają 3 razy mniej węglowodanów niż ryż, więc trzeba ich trochę zjeść, jeśli uprawiamy jakiś sport. Nie ma w tym nic złego, gdyby nie olej.

Pisząc tą notatkę jestem już po tym obiedzie. Czy jestem najedzony? Nie.

 

Jestem nażarty jak świnia.

czwartek, 29 marca 2012

Zegarek męski na rękęCzy mężczyźnie jest potrzebny zegarek na rękę?

A czy żołnierzowi jest potrzebny karabin? Można powiedzić - to zależy. W trakcie walenia kloca jego przydatność jest wątpliwa (chyba, że jest to wychodek gdzieś na przedmieściach Kabulu). Podobnie jest z zegarkiem - rzadko jest to niezbędny atrybut. Powinien być jednak na standardowym wyposażeniu faceta (tak samo jak jędrne cycki na wyposażeniu kobiety).

Pokaż mi swój zegarek, a powiem ci, czy masz jaja

Zegarek mówi kim jesteś. Czy jesteś zwykłą pipą płaczącą przy Casablance i lubiącą brać wieczorną kąpiel z  ojcem, czy jesteś ogarniętym facetem, idącym pewnie przez życie i znającym swoją wartość.
Jest jeszcze 3 grupa, do której zalicza się każdy powyżej 20. roku życia i nie posiadający zegarka. Takiego osobnika można śmiało posadzić przed białą ścianą, w którą będzie się tępo wpatrywał, a jedyną oznaką życia będzie cieknąca po brodzie ślina. Nie rozróżniają oni wartości pieniądza i są swięcie przekonani, że MATRIX, to film dokumentalny, wyprodukowany na zlecenie Discovery Science.

Przez ostatnie lata niczym się od nich nie różniłem (może poza tym, że potrafię sznurować buty). Było tak do momentu wyśmiania przez kobietę w klubie. W trakcie rozmowy, na pytanie o godzinę, wyciągnąłem szpanersko swoją Nokię, która pamięta jeszcze ostre melanże Napoleona idącego na Moskwę i z dumą podałem godzinę. W odpowiedzi usłyszałem ironiczne pytanie: "To ty nie masz zegarka?!"
No i zacząłem rozkminiać, że rzeczywiście pora wybrać się na zakupy.

Za kilka dni podzielę się z Wami relacją z wyprawy po zegarek. 

 
1 , 2

Facebook
Skopiuj CSS